Zaczarowany Budapeszt. 13 Magicznych Zjawisk w Stolicy Węgier

Opublikowane przez Barbara w dniu

mainhol budapest

Wielkie metropolie mają czasem pecha, że na arenie międzynarodowej są postrzegane przez pryzmat polityki. Budapeszt aż za bardzo kojarzy się z Viktorem Orbanem, choć na to nie zasługuje. Stolice Europy Środkowej nieustannie mierzą się z wieloma przeciwnościami. Muszą udowadniać, że nie są nieatrakcyjnymi postkomunistycznymi miastami. Że zasługują na tę samą chemię gospodarczą i proszki do prania co Europa Zachodnia. Codziennie stawiają czoła turystycznej ignorancji i niewiedzy. Jednak, pod wieloma względami mają do zaoferowania o dużo więcej niż popularne stolice Zachodu, takie jak Rzym czy Amsterdam.

Wydaje mi się, że Węgry nie robią tego co powinny, żeby być szanowaną i równoprawną europejską stolicą. Choć posiadają olbrzymi potencjał, to zadowalają się miejscem poza podium i utwierdzają krzywdzące stereotypy. A tak naprawdę Budapesztowi nie brakuje niczego; ma lepsze bułki niż przereklamowane paryskie bagietki; wodę lepszą od alpejskich źródeł; metro o jakim może pomarzyć każdy mieszkaniec metropolii; ogromną ilość księgarń i duży rynek książki; wyjątkowe i zachwycające malarstwo.

Czy Węgry są skazane na skojarzenia z prorosyjskim premierem? A jak nasz kraj wygląda na arenie międzynarodowej? Czemu nie potrafimy zawalczyć o lepszy marketing i wizerunek?

Budapeszt nie Tylko Orbanem Stoi

Przeciętny Polak wie tyle, że na Węgrzech jest Orban. W ciągu kilku lat tak piękny kraj sprowadzono do jednego nazwiska. To byłaby podwójna katastrofa, gdyby i przeciętnemu Węgrowi Polska kojarzyła się wyłącznie z Kaczyńskim.

Przechadzając się brzegiem Dunaju nie sposób nie uronić łezki zastanawiając się, jak to się stało, że drogi Węgier i Polski tak bardzo się rozeszły. Nasze kraje razem wychodziły z komunizmu, razem wstępowały do Unii Europejskiej. Wydaje się zatem naturalne, że również dzisiaj mogłyby przeć do przodu i zyskiwać przewagę w Europie dzięki wzajemnej współpracy dawnych państw satelickich ZSRR. Kto lepiej zrozumie bolączki postkomunistycznego kraju, niż inny postkomunistycznych kraj?

Obran

Napis na słupie, na jednej z głównych ulic Budapesztu, wyrażający nastroje przedwyborcze na Węgrzech. 

Tymczasem Grupa Wyszechradzka istnieje chyba tylko na papierze, a my o sobie tak naprawdę nic nie wiemy. Choć w największej budapesztańskiej galerii znajduje się sklep popularnej polskiej sieciówki Reserved, a w delikatesach można kupić polskie marki produktów, choć Józef Bem jest dla Węgrów bohaterem narodowym, to jednak trzeba uczciwie przyznać, że po prostu zapomnieliśmy o sobie, a politycy nie mają interesu, żeby nasze kraje na powrót zbliżyć.

Tymczasem Budapeszt jest szokujący i niesamowity. Miasto porywające jak żadne inne. Wystarczy przejść się ulicą, żeby odczuć bliskość tego miejsca. Wydaje się takie znajome. To wyjątkowe uczucie, którego nie wywołują żadne inne metropolie zachodniej Europy. Gdyby tunelem czasoprzestrzennym wybrać się do alternatywnego świata, Węgry to jakby Polska z równoległej rzeczywistości.

Imponujący Widok na Dunaj

widok z wieży kościoła Macieja w Budapeszcie

Dunaj jest niczym szeroka wstęga niekończącej się wody. Duże mosty stojące na potężnych betonowych filarach przecinają ten ogrom wody. Jeśli na nią spojrzeć, kręci się w głowie. Szerokość rzeki zaskakuje. Widok z wieży kościoła Macieja na miasto jest porywający, piękniejszy niż można by się spodziewać. Ta panorama jest imponująca nawet w pochmurne dni. Sceniczny widok niczym z bajki. Potężne miasto z ogromną, silną rzeką i sporą przestrzenią.

Szokująco Dobre Pieczywo

fenyes adolf makowiec

Węgierski malarz Adolf Fenyes namalował ten uroczy obraz zatytułowany Makowiec. Na stole obok kawałka makowca leży mały rogalik.

Kto by się spodziewał, że w Budapeszcie są tak dobre bułki. Trzeba by spędzić miesiąc, żeby spróbować każdej, wybór przechodzi oczekiwania. Na słono, na słodko. Raczej nie nasze drożdżówki, ale coś, co przypomina ciasto półfrancuskie. Z serem, sezamem, czosnkiem. Zawijane jak ślimaki słodkie bułki z kakao. Bardzo popularne są małe rogaliki, które pełnią rolę naszych kajzerek. Widziałam jak starsza kobieta jadąca autobusem wyjęła rogalika z reklamówki i podała kierowcy do zjedzenia. Nie wiem czemu, ale ten widok mnie bardzo rozczulił.

Artefakty z Poradzieckiego Demobilu

W budapesztańskich sklepikach muzealnych można wybierać spośród wielu rzeczy wyprzedawanych z wojskowych magazynów. Mundury węgierskiej armii ludowej, naszywki, maski przeciwgazowe, socjalistyczne przypinki i medale. Ale to nie wszystko. Oryginalne menażki jenieckie z wygrawerowanym rokiem 1945, wazony z prawdziwych łusek po pociskach. To wszystko w całkiem przystępnych cenach.

Inną sprawą są zadbane poradzieckie pomniki wpisane w miejską architekturę. Węgry nie czują konieczności burzenia dawnych pomników, wręcz przeciwnie. Podkreślają to, że kiedyś same były krajem satelickim ZSRR. Zwiedzając miasto można odczuć atmosferę socrealistycznych akcentów, które u nas dawno już zostały wymontowane z przestrzeni publicznej.

pomnik żołnierzy radzieckich budapeszt

Odnowiony pomnik Żołnierzy Radzieckich w centrum Budapesztu, który głosi: „Sława sowieckim gierojom, oswobodzicielom”.  Pozłacany sierp i młot oraz świeżo złożony wieniec z kwiatów pokazują, że na Węgrzech wciąż pamiętają o żołnierzach wyzwalających Budapeszt w 1945.

pomnik wdzięczności w budapeszcie nazwiska rosyjskich wojskowych

Te pociągnięte złotą farbą nazwiska oficerów radzieckich błyszczą się w słońcu, przywodząc na myśl dawną potęgę ZSRR. Nazwiska są częścią większego pomnika, który stoi w parku w Budapeszcie.

Miasto Tysiąca Ławek i Tysiąca Meneli

Kolejną fantastyczną sprawą jest duża ilość ławek w przestrzeni miejskiej. Miejskie ławeczki są na każdym kroku, nawet na półpiętrach wysokich schodów. Liczne parki oraz urocze skwery z małą architekturą, zielenią i ławkami zachęcają do odpoczynku. Takie dopieszczone wysepki zieleni, na których można poleniuchować są absolutnie cudowne i wcale nie takie częste w innych metropoliach.

W Budapeszcie można także spotkać oryginalnych miejskich włóczęgów. Przesiadują w parkach, wałęsają się ulicami. Niektórzy wyglądają niesamowicie. Jednego zapamiętałam aż nazbyt dobrze. Twarz ogorzała od słońca, długi płaszcz, długa broda, wyglądał jak wilk morski. Inny mógłby z powodzeniem występować w serialu fantasy, nie potrzebował nawet charakteryzacji.

To zjawisko posiada długą tradycję, zostało przedstawione również w muzeum. W galerii sztuki można zobaczyć obrazy trampów, osób bezdomnych, wyrzutków społecznych, obieżyświatów. Są wpisani w tkankę miejską i często ich mijałam na ulicy. Te osoby raczej nie zaczepiały przechodniów. Jednak mnie to zastanowiło, dlaczego w mieście jest tak wielu zaniedbanych, wałęsających się mężczyzn. Czy jest to spowodowane brakiem pracy i perspektyw, stylem życia a może bezdomnością?

mednyanszky laszlo tramp

Przejmujący obraz ukazujący samotnego włóczęgę. Węgierski malarz Laszlo Mednyanszky portretował biedotę i wyrzutków społecznych.

Niezwykłe Metro Skrywające Tajemnice

O budapesztańskim metrze przydałby się osobny artykuł. Mniej zatłoczone niż poznańska Pestka w godzinach szczytu. Bardziej sprawne od rzymskiego metra, w którym nie działają schody a jedyna winda na powierzchnię ma przerwy w dostawie zasilania.

Węgierskie metro jest głębokie, ponieważ na pewnym odcinku pociąg przejeżdża pod Dunajem. Linia znajduje się bardzo głęboko pod ziemią i nazywa się M2. Prowadzą do niej szybkie ruchome schody, dziwne i niebezpieczne. Wystarczy postawić na nich pierwsze kroki i już się przeczuwa po kościach, że to nie będzie zwykła przejażdżka. Trochę czasu zajęło, zanim poczułam się na nich swobodnie. Na początku miałam wrażenie, że jestem przechylona i zaraz z nich zlecę.

Metro w Budapeszcie jest fantastyczne i sprawne. Wszystkie schody działają, wszystkie wejścia i wyjścia są bardzo dobrze skomunikowane z resztą miasta i prowadzą do największych atrakcji. Jednak największą magią jest brak tłoku. Często zdarzało mi się usiąść. Niebywałe. U nas to by już obcięli kursy, bo nie opłacałoby się wozić powietrza. Bardzo doceniam te miasta, które tego nie robią i utrzymują sprawną i częstą komunikację, w której pasażerowie nie tłoczą się jak śledzie w puszce. Budapeszt jest pod tym względem najlepszy, wygrywa. Ta wygoda podróżowania zachęca, żeby się wybrać do tego miasta.

Tramwaje jeżdżą z częstotliwością co 7-9 minut. Pozazdrościć. Pamiętam, jak kiedyś jeździły tak w Poznaniu. Dzisiaj to się czeka i czeka, i czeka…

metro w budapeszcie

Pustki w metrze w niedzielne przedpołudnie. W podróży towarzyszył mi jedynie plakat wyborczy Viktora Orbana.

Inne magiczne zjawisko, nie znajdujące potwierdzenia nigdzie indziej to kontrolerzy w metrze. Ale bardziej pasuje do nich określenie „stacze”. Gdyż stoją i sprawdzają bilety. Nie są to tacy kontrolerzy, jak ci ukazani w węgierskim filmie „Kontrolerzy”. Przeciwnie. Czasy się zmieniły, więc teraz przede wszystkim bilety sprawdzają kobiety.

Pierwszy raz miałam z nimi do czynienia podczas wychodzenia z metra. Robiłam zdjęcia zabytkowej stacji i gdy chciałam wyjść, drogę zastąpiły mi dwie kobiety z plakietkami, prosząc o „ticket”. Zdziwiłam się i myślałam, że jest to taka jednostkowa kontrola. Ale szybko wpadłam w tryb sprawdzania. Kontrola jest każdorazowo przy wejściu i wyjściu z metra. Stoją przez cały dzień. Jak zauważyłam, na weekend obsada kontrolerów jest wzmocniona ale za to w poniedziałek od rana nie ma nikogo i można przejść bez biletu.

A jak jest ze sprawdzaniem biletów w praktyce? W godzinach szczytu część pasażerów przechodzi obok, gdyż kontrolerzy nie mają możliwości wyłapania wszystkich. Grzeczne dziewczynki ustawiają się w kolejce i posłusznie wyciągają bilet do kontroli, zaś bezczelne osiłki i wyrobione kobiety odpyskowują i przechodzą pewnym krokiem. Nikt ich nie zatrzymuje, bo kto by się szarpał. Wielki koleś przede mną wdaje się w pyskówkę z kontrolerami i przechodzi, nic mu nie robią. Potem z zadowoloną miną ustawia się przede mną na schodach. Za to na wyjściu łapią jakichś turystów, którzy strzelają głupa, że nie rozumieją o co chodzi. Turyści nie wyglądają groźnie, nawet ja bym sobie z nimi poradziła, więc tym bardziej w kontrolerów wstępuje wola walki i nie odpuszczają.  A ja? No cóż, wystarczy na mnie spojrzeć, żeby się domyślić, do której z tych grup ludzi należę.

schody w metrze w budapeszcie

Niepokojące schody w budapesztańskim metrze. Choć są szybsze od standardowych, to i tak jazda nimi zajmuje niecałą minutę. Schizofrenię jazdy najlepiej obrazują sceny z węgierskiego filmu „Kontrolerzy”.

Na wejściu do metra w Budapeszcie nie ma zwyczajowych bramek do skanowania biletów. Tylko starego typu kasownik do tradycyjnego kasowania jednorazowych biletów. I chyba dlatego kontrolerzy obsadzają całe metro. Nie mam pojęcia, dlaczego nie wprowadzą nowoczesnej technologii. Być może wiele osób utraciłoby pracę. Zauważyłam, że ogólnie w mieście jest wielu pracowników „staczy”, robotników w kamizelkach, sprzątaczek, pracowników sklepów. W porównaniu do naszej Biedronki, gdzie jest tylko jedna kasjerka, tam miałam wrażenie, że jest wręcz przerost zatrudnienia. Nawet jak się wchodzi do małej miejskiej toalety, to kręci się ze trzech pracowników. Wyróżnia ich to, że bezustannie ze sobą rozmawiają.

W ogóle metro w Budapeszcie jest zaczarowane, tak inne, każda nitka jest inna. Jedna linia jest niewielka, znajduje się płytko pod ziemią i posiada małe stacje. Nazywa się M1. Jest to najstarsze metro w Europie kontynentalnej, uruchomione jeszcze w XIX wieku i drugie najstarsze na świecie, zostało też wpisane na listę Unesco. Na stacjach znajduje się magiczne drewniane wyposażenie jak z innej epoki, a pociąg składa się z trzech małych wagoników, tak jakby miejski tramwaj starego typu. Nie ma przejścia pomiędzy różnymi wagonami, także na początku podróży trzeba sobie wybrać do którego wagonika wsiąść, a w środku jest mało miejsca do siedzenia.

Podróż budapesztańskim metrem jest nieoczekiwanym, wyjątkowym doświadczeniem. Ma swój niepowtarzalny klimat, pewną aurę tajemniczości. Zaskakuje też nieoczekiwana wygoda, wysoka częstotliwość jazdy pociągów i komfort połączeń w tym mieście.

Zachwycające Malarstwo

Galeria Malarstwa na Zamku Buda jest następnym nieoczekiwanym doświadczeniem zapadającym głęboko w pamięć. Intensywność przeżyć jakich dostarczają te dziwne obrazy, jest piorunująca. Wszystkie mają wspólną cechę. Są intensywne. Intensywne barwy użytych farb, błyszczące werniksy dające złudzenie soczystości, estetyczne doznania, obrazy tak żywe, że wychodzą z ram, tematyka psychologiczna i znajoma. Jakbym to wszystko już wcześniej widziała, ale w nieco odmiennym świetle. Podobne w pewnych względach do malarstwa polskiego, nieco podkręcone malarstwo polskie. Cudowne i wyjątkowe przeżycie, którego się nie spodziewałam. Na pewno nie tego, że będę biegać jak szalona i upajać się tymi cudeńkami wiszącymi na ścianach.

I nie chodzi tylko o obrazy, ale o całą atmosferę. Wszystkie zmysły biorą udział w odbiorze tej magicznej, niebywałej sztuki.

galeria malarstwa narodowego na zamku Buda

Piękno i wrażenia zmysłowe towarzyszą odwiedzającym w galerii na każdym kroku. Trudno określić, w czym tkwi owa wyjątkowość. Odnoszę wrażenie, że może stać za tym perfekcyjne oświetlenie i odpowiednie wyeksponowanie obrazów, a przede wszystkim interesująca tematyka.

Miasto Czytających Ludzi

Automat z kieszonkowymi wydaniami literatury, przy schizofrenicznych schodach do metra przyprawiających o zawrót głowy? Stary wagon przypominający wóz Drzymały, wypełniony książkami i stojący na chodniku? Antykwariat z wystawionymi na widok perełkami, w przejściu podziemnym? Najróżniejsze księgarnie, nie tylko te sieciowe, ale również tradycyjne, prowadzone przez jednego właściciela przez kilkadziesiąt lat? Torby płócienne z wizerunkami znanych autorów? Tylko w Budapeszcie i tylko po węgiersku.

automat z książkami w metrze

Automat z książkami w metrze. Wszystkie wydania są kieszonkowe i dostosowane do czytania w podróży. Do zakupu zachęca zdjęcie autora na okładce każdej książki, a także cena, tylko 1500 forintów, czyli 18,50 złotych. Nasz rynek wydawniczy od zagranicznego z pewnością różni się tym, że u nas praktycznie nie spotyka się kieszonkowych wydań.

Kolejne magiczne zjawisko. Wielki regał wypełniony książkami filozoficznymi. Gdy w naszych Empikach zlikwidowano półki z filozofią, w budapesztańskich kwitnie wydawanie kolejnych publikacji o filozofii. Duże zdziwienie i nieprzygotowanie na to, że mogę tam tyle znaleźć ciekawego i intelektualnego narybku. Kolejny przejaw mojej ignorancji, że filozofia może się tworzyć jedynie w paryskiej kawiarni, ogólnie na Zachodzie.

książki filozoficzne w księgarni

Dział Filozofia jest bardzo dobrze rozbudowany. Zawiera zarówno klasyków europejskich, jak i myślicieli węgierskich. Jak widać po tym regale, książki filozoficzne są na Węgrzech popularne.

Brak Szklanych Domów – Przestrzeń i Dużo Miejsca

Innym spostrzeżeniem jest brak w mieście wysokich szklanych biurowców, ogólnie rzecz ujmując – centrum biznesowego. Biura są porozrzucane ale w niższych budynkach. Może po prostu nie zauważyłam dzielnicy biznesowej. Lecz od raz zwróciłam uwagę na większą przestrzeń i brak ścisku. Szerokie ulice. Wrażenie, że wokół jest wiele przestrzeni. Być może jest to właśnie spowodowane brakiem wysokich, przytłaczających wieżowców.

Woda Prosto z Czajnika jak Źródlany Potok

Nikt nie jest gotowy na to, jak dobrą wodą uraczy się w Budapeszcie. Zwykła przegotowana woda z czajnika smakuje tak dobrze, że nie trzeba kupować mineralki. Jest tak smaczna, że nie trzeba do niej dodawać żądnych smakowych dodatków. Lekki osad zaczyna się tworzyć w czajniku dopiero po 10 dniach użytkowania, po kilka razy dziennie. Jeżeli czegoś zazdrościć mieszkańcom tej metropolii, to z pewnością dobrej wody z kranu.

Woda mineralna w szklanych butelkach smakuje kwiatami i jest wydobywana z różnych węgierskich ujęć. Mogłabym ją pić do końca życia. W mieście znajdują się uzdrawiające łaźnie. W parku stoi piękny długi pomarańczowy budynek pamiętający chyba czasy austro-węgierskie, do którego nieustannie prą ludzie z plecakami. Najstarszą linią metra w Europie przybywają do term na spa i zabiegi rehabilitacyjne. Jest to widok trochę pachnący „Czarodziejską Górą”.

Czyste i Zadbane Toalety Wizytówką Miasta

Nie tylko ludzie o wrażliwych pęcherzach dostrzegą przystępność i czystość budapesztańskich toalet. Czy to najczystsze publiczne toalety w Europie? Nawet zwykłe szalety publiczne są zadbane, a wstęp kosztuje 3 złote. Ani razu nie trafiłam na brudną deskę sedesową czy śmierdzącą kabinę. Każda toaleta pachnie i to naprawdę. Pachnie. Jest świeża. Pań sprzątających jest dużo i często sprawdzają czystość. Gdziekolwiek by się nie udać, czy do centrum handlowego gdzie toalety są darmowe, czy na tereny rekreacyjne. W mieście jest mnóstwo dostępnych toalet, w przestrzeniach publicznych czy w miejscach o dużym znaczeniu turystycznym. Na chodniku widziałam wymalowane strzałki prowadzące do toalety. Jakby Węgrzy odkryli Amerykę, że człowiek musi sikać i w związku z tym zasługuje na komfort. Każdemu należy się ta odrobina wygody.

Działające Windy to Kolejny Szok

Działające miejskie windy muszą oznaczać, że w Budapeszcie istnieją siły magiczne. Porównując z zepsutymi i śmierdzącymi windami w Poznaniu, po prostu nie wiem jak oni to robią. Nawet wykuta w skale winda znajdująca się na uboczu, jest o dziwo sprawna i niepomalowana graffiti. Windy znajdują się w najbardziej nieoczywistych miejscach, a to dlatego, że w Budapeszcie jest wysokie wzniesienie, na którym stoi zabytkowa część miasta łącznie z zamkiem Buda. Zamiast wdrapywać się po stromych schodach, można skorzystać z windy. Trzeba tylko wiedzieć gdzie się znajduje. Z jednej wytacza się menel, z tej rezygnuję na rzecz spacerku malowniczą uliczką, o którą opiera się słońce.

Handel w Niedzielę

Odwiedzając Budapeszt można w końcu jasno zrozumieć, dlaczego zakaz handlu w niedzielę upadł na Węgrzech. Wystarczy spojrzeć na te wszystkie sklepy, na handel uliczny, na cały kram. W tym mieście handel jest jak powietrze, to co u nas dawno już się skończyło, czyli nazwijmy to handlem straganowym, to w Budapeszcie nadal ma się dobrze. Trochę przypomina to Polskę w latach 90-tych. Dlaczego u nas zamyka się bazary? Na przykład słynne Bema w Poznaniu czy Stadion Dziesięciolecia w Warszawie. W Budapeszcie na ulicy wystają Wietnamczycy i sprzedają plastikowe klapki. W przejściach podziemnych jest dużo handlu różnymi rupieciami i torebkami. I co najważniejsze – ludzie w tym przebierają.

Jakoś ze sobą pogodzili wielkie galerie handlowe z handlem ulicznym i im się to opłaca. Wydaje się, że Węgrzy posiadają lepszy i bardziej przyjazny klimat do prowadzenia biznesu, niż jest u nas. Być może płacą mniejsze podatki, dlatego sklepikarzom opłaca się prowadzić lokal, nawet jeśli dużo nie zarobią. Bardzo podobała mi się ta różnorodność handlu. I to, że również jako turystka miałam okazję kupić oryginalne, wyjątkowe pamiątki. Nie tylko pamiątki z chińskiej hurtowni, których w każdym turystycznym mieście jest pełno, ale wyjątkowe okazy z dziwnych, zaczarowanych sklepów, ukrytych w tkance budapesztańskiej oazy.

Węgierski Protest Przeciwko Fałszowaniu Historii

Podobnie jak w Polsce, tak i na Węgrzech na dużą skalę uprawia się politykę historyczną.

Protest przeciwko pomnikowi fałszującemu historię został opisany po angielsku, dlatego mogłam się z nim zapoznać. Zrobił na mnie tak duże wrażenie, że postanowiłam go przetłumaczyć i wrzucić poniżej. Nie wydaje mi się, żeby taka kartka długo przetrwała na przykład na polskiej ulicy, od razu ktoś by ją zerwał krzycząc „hańba! zdrajcy!” czy coś podobnego. Zalaminowaną kartką powiewa wiatr, a przechodnie podchodzą i oglądają te pamiątki po zamordowanych Żydach.

Mogłoby się wydawać, że nieograniczona władza premiera Węgier może wszystko. A jednak nie rozprawia się z tym protestem pozwalając, żeby zagraniczni turyści mogli sobie czytać o węgierskich zbrodniach. To pokazuje, że demokracja i wolność słowa na Węgrzech nadal funkcjonują i że są respektowane. I pewnie ma swoje odzwierciedlenie m.in. w tej półce z księgarni powyżej, wypełnionej dziełami węgierskich filozofów i myślicieli politycznych.

Protest pokazuje też odwagę Węgierskiej Akademii Nauk, która mogłaby się obawiać na przykład obcięcia rządowych funduszy za udział w tej inicjatywie. A jednak jako instytucja krzewiąca naukę i kulturę, Akademia czuje obowiązek zareagowania i powołania się na wyższe wartości, takie jak prawda, wolność i uczciwość.

protest przeciwko fałszowaniu historii

Obywatelski Protest Przeciwko Fałszowaniu Historii Przez Pomniki

Ten pomnik został zamówiony przez rząd Węgier ( a dokładniej przez premiera Viktora Orbana o niemal nieograniczonej władzy) i wzniesiony potajemnie, po wielu opóźnieniach, pod osłoną nocy 20 lipca 2014 roku.

Wzdłuż pomnika widać kamyki, dokumenty, zdjęcia przyniesione przez ludzi, którzy sprzeciwili się fałszowaniu historii przez ten pomnik.

W oficjalnych słowach pomnik przedstawia niemiecką okupację Węgier 19. marca 1944 roku. W wyniku skandalu tekst został zmieniony na „ofiarom okupacji”.

Centralną figurą kompozycji jest Archanioł Gabriel, Który uosabia niewinne Węgry, a który upuszcza kulę państwa, zaś niemiecki orzeł cesarski chce go zaatakować.

Tak więc ta praca odzwierciedla populistyczną i autorytarną nową konstytucję partii rządzącej, narzuconą populacji bez konsultacji, sugerującą, że państwo węgierskie nie ponosi odpowiedzialności za ludobójstwo po niemieckiej okupacji, w tym deportacji niemal 0,5 mln Węgrów, w tym Żydów, Cyganów, Gejów i Dysydentów do nazistowskich obozów zagłady.

Ten pomnik to kłamstwo, które służy politycznej intencji.

Węgry były wiernym sojusznikiem Hitlera podczas II wojny światowej. Jako pierwsze państwo dołączając w 1940 roku do państw osi.

19. marca 1944 r., przybywające niemieckie wojska zostały powitane kwiatami, a nie nabojami. Ta okupacja pozostawiła nietkniętą państwową administrację, a ta administracja entuzjastycznie i bardzo efektywnie zorganizowała i wykonała masowe deportacje, przekraczając nawet niemieckie oczekiwania.

Węgry były pierwszym krajem w Europie w 1920 roku, które wprowadziło antysemickie prawo stopniowo ograniczając prawa Żydów Węgierskich.

Państwo, które wysłało na śmierć 20 tys. osób, które nie mogły potwierdzić węgierskiego obywatelstwa; żołnierze i żandarmi zamordowali kilka tysięcy cywilów w Nowym Sadzie zimą 1942/43 r.

Państwo, które poświęciło 200 tys, żołnierzy w bezsensownej wojnie, a niektóre z jednostek stacjonujących poza krajem popełniły serie zbrodni wojennych przeciwko cywilom.

Historycy Węgierskiej Akademii Nauk potępili jednorodnie przekaz sugerowany przez ten pomnik, oznaczając go jako próbę napisania historii na nowo.

Protestujące grupy trzeźwych i świadomych obywateli Węgier i Europy żądają, żeby ten fałszywy pomnik został usunięty. Żądają od rządu, żeby nie monopolizował pamięci społecznej i nie pisał historii na nowo, ale żeby zaczął dialog ze społeczeństwem dla uważnego zbadania przeszłości; aby uczciwie rozprawić się ze starymi zbrodniami i przetworzyć ich lekcje.

Ten pomnik to prawdziwy symbol arogancji rządu i kryminalnych kroków jakie podjął. Jego usunięcie będzie symboliczne, sygnalizując, że wolność wróciła.

Protestujący będą kontynuowali protest tak długo, jak długo będzie stał tu ten pomnik.

oprotestowany pomnik w Budapeszcie

Ogólnie muszę napisać, że Budapeszt w kwestii turystyki wykonał bardzo dużo pracy. Trzeba te starania docenić, rzadko które miasto dba aż tak o udogodnienia dla zagranicznych turystów, zrobiło to na mnie spore wrażenie. W internecie można nawet zobaczyć samouczek z obsługi biletomatu w języku angielskim, nie mówiąc już o sprawnej i częstej komunikacji na lotnisko, bodajże co 10 min. odjeżdża autobus. W najpopularniejszej linii metra lektor czyta informacje po angielsku, ułatwiając poruszanie się po mieście.

Chciałabym jeszcze napisać więcej o malarstwie węgierskim, które mnie tak urzekło. Z pewnością niebawem pojawi się o tym artykuł.

Jeżeli spodobał Ci się artykuł, przeczytaj również Spacer po cmentarzu wojennym w Arnhem – Oosterbeek


0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder