Pieśń o kobietach z Amsterdamu

Opublikowane przez Barbara w dniu

pieśń o kobietach z amsterdamu

Piękne kobiety w Amsterdamie
Wysokie blondynki z rozwianymi włosami
Jeżdżące szybko na rowerach
W sukienkach
Garniturach
Marynarkach
Wychodzące z biura
Odwiedzające księgarnie
Wywyższające się
Unoszące głowę
Kobiety świadome
Jakże im zazdroszczę
Kto choć raz widział blondynkę na rowerze
Mknącą z szaloną prędkością
Używającą dzwonka
W modnej sukience
Wyprostowaną
Ten zasmakował światowego życia
Amsterdamskie ulice
Pełne są kobiet
Z rozwianymi włosami
Pływają łódkami
Jeżdżą rowerami
Wychodzą z biur
W modnych garniturach
Jakie to szczęście
Urodzić się w dużym europejskim mieście
Wyznaję kobiety ideały
Którym nie straszne życie
Wychodzą z biur
Spacerują nad kanałami
Kupują kwiaty
Kochają miasto
Oto moje wyznanie
Wierzę w piękne kobiety
Amsterdamskie boginie
Pewne siebie
Wywyższające się
Wychodzące z biur
W modnych garniturach
Podziwiam ich pasję
Niezależność
Kobiety z dużego miasta
Urodzone by żyć w wolności
Pewności
Bez skrępowania
Wielbię kobiety z dużego miasta
Z amsterdamskich ulic
Pływające łódkami
Jeżdżące rowerami
Kupujące kwiaty
Mkną jak szalone
Jak dzikie
Nie znają strachu
Przepędzają turystów
Spychają przechodniów ze ścieżek
Wszystko z szaloną prędkością
Nie używają dzwonków
Mkną szybko na rowerach
Prą do zderzenia
Prą do konfrontacji
Nie boją się niczego
Są wolne w prędkości
Są wyzwolone prędkością
Przechodnie ustępują
Ja również schodzę im z drogi
Bo one prą do przodu
I nigdy nie patrzą za siebie
By tak pędzić
By żyć
Pragnąć
Chcieć
Nie żałować
Wyznaję ich pasję do życia
Są prędkością
Są wolnością
Są świętością
Nie boją się niczego
Nie muszą niczego
I miasto do nich należy
Pewne siebie
Niezależne
Niepodporządkowane
Jeżdżą szybko
Są dzikie i piękne
Są wiecznym ideałem
Wierzę w piękne kobiety
Wysokie blondynki z Amsterdamu

 

W Amsterdamie pędząca na rowerze młoda kobieta przejechała tak blisko mnie, że materiał jej letniej sukienki otarł mi się o rękę. Pęd powietrza sprawił, że obejrzałam się za nią. Zafascynowała mnie. Było coś magicznego w prędkości, z jaką się poruszała. Całą postawą rzucała wyzwanie, jakbym nigdy nie miała jej dogonić.

Z ciekawością wypatrywałam kobiet wokół siebie, na przejściu dla pieszych, na przystanku; na targu kupującą świeże hortensje, piwonie i awokado; w tramwaju trzymającą w ramionach niemowlę; płynącą łódką razem z psem; seniorkę przeskakującą po dwa stopnie schodów na raz. Lato sprawiło, że wyszły z biur.

Nigdzie nie doświadczyłam równie mocnej fascynacji kobietami jak latem w Amsterdamie. Smukłe, gibkie, odważne, rzucające wyzwanie. Podziwiałam je jak obrazy Vermeera w Rijksmuseum, jak wiszące w ciężkich donicach kwiaty na mostach w poprzek kanałów. Jak wyrafinowane okazy z ogrodu botanicznego. I o tym starałam się napisać w wierszu.


0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder