Boże Ciało W Innsmouth

Dołączyłem do procesji na Boże Ciało
Która akurat przez miasto szła
Osobliwa to była procesja i bardzo nowoczesna
Nie sypali kwiatów pod księdza nogi
Jak to było kiedyś
zamiast koszów z kwieciem wierni nieśli
małe słoiczki kremu cytrynowego
Lemon Curd
Zauważyłem
Że niektórzy łapczywie paluchy wkładali pod wieczka i cmokali
A dźwięk to był nieprzyjemny i odpychający
Jakby skrzek
Gdy się przyjrzałem zamarłem
Bo ich palce były powykrzywiane
Zwyrodniałe w stawach
Nieprzyjemnie tłuste
Przypominały płazie kończyny
Szedłem dalej i zdumiałem się, że nie śpiewali
Tylko odrażająco zawodzili
Nienaturalnie zniekształconymi głosami
Nieludzko obcymi
Na czele procesji kapłan pod baldachimem
zdumiewająco garbaty
Nie niósł Pana Jezusa wcale w monstrancji
Ale zamiast tego na głowie księdza spoczywała
tiara dziwna, cyklopowa i złota
Nie widziałem nigdy tak niegodnej i odpychającej ozdoby kościelnej
Poczułem przypływ najżywszej trwogi
Gdy procesja zbliżała się do świątyni
Sylwetki wiernych zmieniały się na moich oczach
Przybierały najbardziej przerażające kształty
Nieopisanej i wynaturzonej hordy
Za pochodem ciągnął się przeklęty rybi odór
Fetor zagarnięty z nieczyszczonych
Zapuszczonych przystani
A gdy wchodziliśmy po schodach do kościoła
Mógłbym przysiąc
Że ksiądz nie szedł tylko skakał
Jak żaba
I usłyszałem rechot za sobą
Jakiś przeklęty trzepot
Skowyczący głos
Zadrżałem
Wszedłem do świątyni
Ale przezornie stanąłem z tyłu
Wnętrze zmieniło się bardzo od czasu
Kiedy byłem tutaj po raz ostatni
To jest od czasu mojego bierzmowania
Było przeżarte grozą i schorzałe
Ogarnęło mnie nieopisane obrzydzenie
I zobaczyłem najdziksze świętokradztwo
Jakiego można się było dopuścić
Nie potrafię znaleźć słów żeby opisać ten przerażający
bluźnierczy
Wynaturzony obraz
Twarz  księdza
Pokryta przerażającymi łuskami
Zwyrodniała i zniekształcona
Oczy miał wyłupiaste i wodne
Wokół mnie nieludzkie i złe spojrzenia
Nie przypominali już ludzi
stwory
Miały skórę szarozieloną
I niezamykające się powieki
Na ciałach widniały niepojęte zwyrodnienia
I gdy kapłan uniósł ręce do góry
Miał pomiędzy palcami błony
A chór zaskrzeczał straszliwym złowieszczym tonem
Ale nie spodziewane Alleluja tylko
Ia! Ia! Cthulhu fhtagn! Ph’nglui mglw’nafh Cthulhu R’lyeh
Wgah-nagl whtagn!
Przejął mnie dreszcz najprawdziwszej zgrozy
Wśród tych skorzałych istot
Następnie ułożono słoiczki z lemon curdem na ołtarzu
Ponieważ stałem z tyłu ostrożnie się wycofałem
Za sobą słyszałem tylko jak straszliwie złowieszczym tonem bulgoczą
Niezrozumiałe słowa piekielnej modlitwy
Wychodząc natrafiłem jeszcze na gablotkę z ogłoszeniami parafialnymi
Obok plakatu z informacją o zbliżającym się miesiącu trzeźwości
widniała karteczka
Ezoteryczny Zakon Dagona – zapisy
Dopiero potem przeczytałem w internecie
Wcześniej nie mogłem bo grałem w grę przez miesiąc w piwnicy
Że miasto nasze i kościół opanowane zostało przez straszną sektę bluźnierczych rybożab
Które wykupują z marketów słoiczki z kremem cytrynowym
do wykonywania szaleńczych obrzędów
w kościele katolickim przemianowanym na siedzibę bluźnierczego kultu
każdy kto się z nimi sprzymierzy i złoży przysięgę
otrzyma sztabkę złota oraz ładną biżuterię
Zapytałem sprzedawcę ze sklepu
Był bardzo nieufny i nieprzyjemny
O co chodzi z tym kremem cytrynowym
Na co odburknął
Że żaby lubią kwaśne i już

Ten krótki poemat dedykuję fanom twórczości Lovecrafta. Inspiracją do napisania było a jakże opowiadanie „Widmo nad Innsmouth”. W trakcie czytania przeszedł mnie dreszcz najprawdziwszej grozy.

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Your comment:

Your name: