Ołowiany sarkofag – Czarnobyl 26 kwietnia 1986

Pochowajcie mnie w ołowianej trumnie
ciężkiej i zimnej
mam serce zatrute
rozpaczą
nienawiścią
żalem
niech moje napromieniowane ciało nie przedostanie się do gruntu
i nie zatruje waszych domów
daleko najdalej
gdzie nie dociera żaden człowiek
nie ma nikogo oprócz milczącej łagodnej przyrody
pod nieprzeniknioną warstwą metalu nie zobaczę nieba ani ptaków
moja dusza nie uniesie się do nieba zakleszczona w wiecznej pułapce
dopiero gdy strach minie po wielu latach
zagrożenie zmaleje do zera
może uda się mnie odkopać
ale kto miałby to zrobić
wy już dawno przyjęliście dawkę śmiertelną
czy nikomu nie przyszło do głowy
że ołowiany sarkofag jest arką, która pomoże mi przetrwać zagładę?

*Tak mi się napisało pod chwilą przeczytania artykułów w rocznicę wybuchy w Czarnobylu 26 kwiecień 1986.

Stalker – Piknik na skraju drogi – Strugaccy

Obejrzałam film Stalker. Sądziłam początkowo, że będzie adaptacją książki Piknik na skraju drogi ale oczywiście nie był. To historia luźno oparta na pojedynczych wątkach książki. Zaskakująca w filmie jest pustka. Ile razy o nim pomyślę, to mam ją przed oczami. Mówiąc najprościej, w filmie nie ma nic. Nie chodzi nawet o skrajną biedę, w jakiej żyją bohaterowie. Stalker budzi się i zasypia w tych samych spodniach, wciąga tylko jeden sweter. W pokoju puste ściany, tylko łóżko. Stół na którym stoi szklanka wody. Żadnych rekwizytów. W dalszej części występuje jeszcze plecak, termos i śniadanie. Ale poza tym żadnych opakowań, żadnych przedmiotów. Dosłownie ludzie ci niczego nie posiadają, nawet śmieci w których mogliby grzebać. Żyją jakby trochę na dworze, trochę w brudzie. Wymarzli już tyle, że nie odczuwają zimna. Nie są szczęśliwi ani nieszczęśliwi. W Zonie budzi się przyroda. Stalker kładzie się w chaszczach.

Jak to możliwe, że w tak skrajnie strasznych warunkach mają siłę i wolę do rozmyślań wręcz filozoficznych? O duszy, kulturze, wzniosłych emocjach. Zadają pytania egzystencjalne, jakby każdy posiadał doktorat z nauk humanistycznych i tak w wolnych chwilach ćwiczył się w metafizyce.

Coś w tym jest.

Przecież nie mogli pokazać zgniłego kapitalizmu. Nie mogli pokazać ludziom, którzy żyli w socjalistycznym ubóstwie niczego poza butelką wódki. Zresztą film zaczyna się od sceny pijaństwa. Dostatek zły, niedostatek dobry. To zupełnie sprzeczne z piramidą Maslowa. Czy nie powinniśmy najpierw zaspokoić podstawowych potrzeb, choćby się najeść, żeby dopiero potem móc zajmować się wyższą kulturą. I coraz bardziej w takiej sytuacji rozumiemy pojęcie duszy rosyjskiej. Film wzniosły i smutny. Piękna scena deszczu. Stalker niesie ze sobą tylko doświadczenie. Niczego więcej. Żadnego kombinezonu ochronnego, narzędzi czy czegokolwiek. Co mogłoby go ochronić. Tylko własne ręce i spryt. Czasem mam wrażenie, że oni wegetują. A czasem, że są samowystarczalni. Kiedyś gdzieś przeczytałam, że ze wszystkich najgorzej mają się Rosjanie i tak zawsze było. Jestem w stanie się ku temu przychylić.

Film zostawia po sobie klimat. Coś jak eksplorowanie starych i opuszczonych budynków.

Miesiąc na Monte Verita

Udałam się do sekty wegańskiej na Monte Verita
aby odwiedzić mojego przyjaciela Hermanna Hesse
O, jesteś. Jak minęła podróż? Zapytał
Kręciliśmy się po lesie zbierając listowie na posłanie
a potem zrywaliśmy na klęczkach jagody na kolację
było to wyczerpujące zajęcie
Hermann, bo byliśmy po imieniu, żalił mi się na trudne dzieciństwo w pietystycznej rodzinie
następnie opowiedział jak pływał łódką przez jezioro do sklepu
i potem z powrotem tajemną drogą aby uniknąć płacenia cła
mówił o nowym domu w Szwajcarii
o odwiedzinach Stefana Zweiga który przywalił z impetem głową w niski próg
i potem długo leżał bo nie mógł dojść do siebie
chyba miał wstrząśnienie mózgu, cud, że nic poważniejszego mu się nie stało
[bo nie mielibyśmy dzisiaj „Dziewczyny z poczty”]
przerwałam, gdyż zobaczyłam w koronie drzewa dziwną małpę
patrz Hermanie jaka dziwna małpa
Kiedyś była homo sapiens, wyjaśnił
ale nie schodzi prawie z drzewa
i dlatego zapomniała już jak to jest być człowiekiem
potem zjedliśmy jagody a on powiedział o gazecie dla jeńców wojennych, którą wydawał w czasie I wojny światowej
mówił długo o Peterze Camenzind, jego przepustce do wielkiej sławy
a ja wciąż czekałam na danie główne które nie nadchodziło
po jagodach nadal byłam głodna
miałam opory czy mu nie powiedzieć, że to wszystko wiem
co więcej wiem też co będzie dalej
że będzie uczęszczał na psychoanalizę do Junga
mieszkał w Montagnolii w Casa Camuzzi
i trzeciej żonie pisał karteczki z pretensjami
żeby nie rozmawiać z nią werbalnie, najlepiej się nie spotykać i sprawy załatwiać pocztą domową
ale jeszcze nie teraz jeszcze za wcześnie
patrzę jak niczego nie świadomy ścieli sobie łóżko z liści na podłodze
Emilu, mówię przypadkiem
Jaki znowu Emilu? nie rozumie jeszcze
bo nie wie że będzie Emilem Sinclair
że obudzi się w nim Demian a potem Siddhartha
nie mam odwagi mu powiedzieć, że będą go uważali za dziwaka i odludka
dla listonosza zbuduje osobną furtkę żeby się z nim nie stykać
aby nie oglądać pokojówki będzie wychodził do łazienki kiedy ona przyniesie mu śniadanie
i przejściem z którego tylko on może korzystać wyjdzie do ogrodu, żeby pozbierać chruściki
zrobić ognisko i gapić się godzinami w ogień
napisze Grę szklanych paciorków
będzie się musiał tłumaczyć, że nie krytykował nazizmu
będzie się musiał tłumaczyć czy popierał nazizm
będzie się musiał określić po której jest stronie a czego nigdy nie uczyni
gdyż wydawnictwo w Berlinie wydaje mu książki
a ma trzech synów na utrzymaniu lepiej załatwić sprawy polityczne okrągłą dyplomacją
ale i tak dadzą mu Nobla bo wstawi się za nim Tomasz Mann, który jeździł często do Ameryki
Tymczasem leżeliśmy w szałasie na Monte Verita
jak dwa dzikusy nago bez ubrań
a przyszłość wciąż była przed nim
nie miał pojęcia, że pozostawi po sobie zdjęcie gołej pupy
bo lubi uprawiać nagie wspinaczki po górach
wiem co go czeka
jego syn wyuczy się zawodu dekoratora witryn w domu handlowym
znam jego kalendarium życia na wylot
jakiś czas temu przeczytałam biografię Hessego
z czystej ciekawości
ale nie mogę mu tego przecież powiedzieć
bo jakby się to skończyło gdyby nagle odsłonić mu prawdę
i palnąć, że umrze po swoich 85 urodzinach
i nie zdąży odpowiedzieć na wszystkie kartki z życzeniami
choć przez całe życie prowadził zaciekłą korespondencję ze światem i ze wszystkimi
znajdą na jego biurku kupkę listów jeszcze nie wysłanych
zresztą i tak by mi nie uwierzył
choć pisanie biografii miał we krwi, jego matka napisała krwawą biografię Magellana
po co psuć to, co dobrego między nami
Hermanie, wiesz co będzie dalej? Może całe nasze życie jest zapisane w księgach?
Czort jeden wie, ale bóg mi świadkiem, że rozwiodę się z tą wariatką zanim skończy w psychiatryku, warknął
I tak skończy w psychiatryku – przytaknęłam z całą pewnością
Skąd wiesz? Uniósł brwi ze zdziwienia
Eee.. przyjaciele wiedzą takie rzeczy
na górze Monte Verita spędziłam miesiąc
w komunie ludzi będących poprzednikami hipisów
Tak naprawdę przyjechałem tu nie po to żeby wypocząć ale żeby naoglądać się gołych bab
powiedział Hermann Hesse
A to ciekawe, w jego biografii o tym nie wspominali westchnęłam cicho i zamknęłam oczy
kiedy obudziłam się na posłaniu z liści wszystko mnie bolało
pomyślałam nigdy więcej
pisarza nigdzie nie było
oddalił się w nocy niczym wilk stepowy
kolejny raz wybrał samotność
potem wysłał mi list czy dwa
nasza relacja rozluźniła się
spotkaliśmy się tylko raz
kiedy u siebie przyjmował uciekinierów wojennych
ja byłam wśród nich
ale nie wiem czy mnie rozpoznał
gdyż cierpiał na silną krótkowzroczność i nękały go migreny

Decker Hermann Hesse Wędrowiec i jego cień

* Wiersz inspirowany biografią Hessego „Wędrowiec i jego cień” Gunnara Deckera. Tytuł nawiązuje do Nietzschego. Goethe i Nietzsche przewijają się w całej książce i chyba nie ma jednej strony, na której autor nie wymieniłby bądź jednego bądź drugiego filozofa. Wiersz wyszedł mi streszczeniem i zwróciłam uwagę, że jeżeli ktoś nie przeczytał biografii to będzie miał problem z jego rozszyfrowaniem.

Monte Verita to wzniesienie w Szwajcarii, gdzie na początku XX wieku osiedliła się grupa Niemców wegetarianów i artystów. Hesse przewinął się przez to oryginalne towarzystwo ale nie zabawił tam długo. Pietyzm również odcisnął wyraźne piętno na jego życiorysie. Bardzo ciekawa jest historia jego rodziny, dziadków i rodziców będących misjonarzami. Tradycja nakazywała wszystkim z rodziny pisać nawzajem swoje biografie. Także zainteresowanie filozofią wschodu u Hessego nie jest przypadkowe ale wynika w dużej mierze z wychowania w surowym i wymagającym środowisku ludzi inteligentnych, pisarzy i wydawców.

Przez całe życie na bakier z akademickim wykształceniem. Sam nie zdobył dyplomu. Zrezygnował z nauki. Był głównie samoukiem i dysponował wiedzą, jaką wyniósł z domu. Krytykował akademickich profesorów. Pewnie dużo w tym przekory. Może miał kompleksy, że nie zdobył dyplomu? Lubił malować akwarelki i pozostawił po sobie sporo obrazków.

Kobiety traktował jako głupsze od siebie. Nie świadczy to o nim najlepiej ale to standard w tamtych latach. Weźmy na przykład Einsteina. W książce było dużo powtórzeń. Decker napracował się aby wyszły mu zdania filozoficzne, ładne i tajemnicze. Ale czasem czyta się cały akapit w którym nie ma niczego poza górnolotnymi słowami. Nie raz trafiałam na zdanie, które nic nie znaczy i można je pominąć. Pisanie na siłę, żeby tylko było więcej tekstu jest bez sensu.

Książka przybliża sylwetkę Hessego. Dla kogoś kto lubi Kafkę, Manna, Zweiga, w ogóle całe środowisko sanatoryjnych pisarzy z początku XX wieku, lektura z pewnością się spodoba.

Hesse i jedna z jego nagich wspinaczek.

W późniejszych latach uprawiał ogród. Uwielbiał rozpalać ogień. Palił chruściki:) Podobno potrafił patrzeć na ognisko godzinami. Zdjęcie jak i większość zdjęć robił jego syn Martin Hesse.

Patologia ubrana w koronki – o Dumie i Uprzedzeniu

To uczucie gdy słuchasz audiobooka Duma i Uprzedzenie
Ogarnia cię nostalgia za szkolnymi latami
Słuchasz namiętnie wieczorami przez kolejne dwa tygodnie
wyobrażając sobie, że jesteś jak Jane Austen na balu u Lady Gresham
i całujesz się do muzyki z Abdelazera Henryego Purcell’s
A potem nagle stwierdzasz, że Duma i Uprzedzenie
nie jest o miłości Darcego i Elizabeth
jak ci się zdawało przez ostatnie ćwierćwiecze
nie jest wcale o miłości
ani nie jest romansem do którego można wzdychać
no może oprócz okazałej posiadłości Pemberley, na myśl o tych luksusach robi ci się bardziej gorąco niż na widok wyrazistych oczu Darcego spoglądających z płótna obrazu
tak więc Duma i Uprzedzenie nie jest romantyczna, to już ustaliliśmy
kiedy opadła zasłona ułudy
Więc o czym jest ta książka?
po pierwsze o śmiesznym, małym człowieczku pastorze Collinsie
wypatrującym z okna na ulicę, czy czasem nie jedzie powóz jego patronki
gotów całować jej stopy i czołgać się na obiad do Rosings
zatracać w mowach pochwalnych na cześć swej maleńkiej chatynki
głupi, ograniczony, pełen obślizgłej służalczości
po drugie o pani Bennet, kobiecie o tak wąskich horyzontach,
że mąż lekki szowinista traktuje ją z góry i wyśmiewa swą duszkę przy byle okazji
spędza czas w bibliotece, aby nie mieć z nią do czynienia
ani z nią ani z córkami idiotkami
szanuje tylko Lizzy i Jane
a o pozostałych wypowiada się bez ogródek
po trzecie o najmłodszej z pięciu córek Lydii
ganiającej za chłopcami w mundurach i flirtującej z oficerami z Meryton
bez żadnej ogłady, przynoszącej wstyd rodzinie
bo przecież młoda dziewczyna powinna być skromna i potulna a nie puszczalska
matka i córka przedstawione jako głupie trzpiotki ograniczone umysłowo
nie jest to wykształcona rodzina oczywiście oprócz pana Benneta który jest światły i dlatego dystansuje się od świata
nie mają guwernantki, dziewczynki nigdy nie uczyły się na poważnie
powiedzielibyśmy czysta patologia ubrana w koronki
po czwarte o darmozjadzie Wickhamie bez pieniędzy, za to z długami hazardowymi
leń i obibok, bałamuci panny, w końcu z jedną ucieka (Lydia)
ale afera wstyd przed sąsiadami
co ludzie powiedzą, dlatego pani Bennet przez dwa tygodnie nie wychodzi z pokoju, wariatka
plotki się rozniosły, pastor Collins triumfuje, już lepiej by Lidia się zabiła – pisze – niż żya dalej w takiej wielkiej hańbie
doprawdy czasy się nie zmieniły dla rozwiązłych panien i rugających je na pokaz dewotów
po piąte o Charlotcie Lucas nie mającej zbyt dużych wymagań, pastor się jej trafił jak ślepej kurze ziarnko
dlatego czym prędzej gdy tylko Elizabeth odrzuciła jego zaloty, ona przyjęła je i od razu udała się do chatynki
aby dla pieniędzy i drobnych wygód spędzić resztę życia z półgłówkiem pod kuratelą zarozumiałej matrony Lady Katarzyny
i pokornie przyjmować wskazówki co do prowadzenia domu i układania bielizny w szafie
tylko tak mogła awansować na drabinie społecznej i o dziwo okazało się, że jest szczęśliwa, a takie życie jej odpowiada
Po dziesiąte o niesprawiedliwym majoracie, którym było objęte Longbourn
polegającym na tym, że żadna z pięciu córek nie miała prawa do własnego domu!
nie miała też posagu, bo pani Bennet wszystko przepuściła, nie była gospodarna
jest jeszcze o zawiści, o małostkowości, o głupich ludziach i złośliwych plotkach
przede wszystkim zaś o pieniądzach, kto jaki ma roczny dochód to jest najważniejsze
roczny dochód wyrabiają niewolnicy chłopi obrabiając majątek pana
uczucia przelicza się na roczny dochód
małżeństwo przelicza się na roczny dochód
trzeba być właścicielem majątku z niemałym rocznym dochodem aby liczyć się w towarzystwie
najbardziej imponujący dochód ma Fitzwilliam Darcy, dlatego wszyscy przed nim klękają
ale on wybiera biedną Elizabeth, gdyż się w niej zakochał na swój sposób, co jej schlebia
nie jest łatwo gdyż dziewczyna ma swój rozum, którym o dziwo się posługuje
dlatego jest mądra i ludzie jej nie lubią, biega na świeżym powietrzu zamiast jeździć karocą
ale Darcemu podobają się jej oczy, poza tym jest dżentelmenem i ma nienaganne maniery
ostatecznie to jednak interes, wszystko rozgrywa się jak w kasynie i dobrze kończy
Duma i Uprzedzenie jest zatem również o postaciach drugoplanowych
z czasem nawet ciekawszych i barwniejszych
które można dostrzec w okruchach dnia powszedniego
kiedy opadnie już kurz namiętnej młodości, czucia, wiary i baśni
i ognista barwa pocałunku Darcego nieco przyblaknie

Jak na razie najlepsza i najwierniejsza adaptacja Dumy u Uprzedzenia to ta z Jennifer Ehle i Colinem Firthem

*  Wiersz a raczej wierszowe streszczenie książki Jane Austen „Duma i Uprzedzenie” napisałam pod wpływem przesłuchanego audiobooka. I co ciekawego mogę powiedzieć, słuchało się bardzo dobrze. Nawet lepiej niż się kiedyś czytało. Czytałam może w szkole średniej i pamiętam, że mnie wtedy znudziła. Nie wiem nawet czy dokończyłam. A teraz byłam zachwycona. Na nowo odkryłam wspaniałych bohaterów.Rozbawił mnie tytuł wiersza. Jest w nim coś, co skłania do głębszej interpretacji lektury.

Jakoś tak jest, że wszystkie filmy na motywach Jane Austen uwielbiam. Niedawno obejrzany serial BBC z 1995 Duma i Uprzedzenie oraz miniserial Emma. Szykuję się, aby obejrzeć Perswazje i Rozważną i Romantyczną.

Co ciekawe równie dobre choć mniej znane są  Panie z Cranford i Północ i Południe autorstwa Elizabeth Gaskell. Mniej znane, gdyż jak się okazało nie było żadnego polskiego tłumaczenia książek tej pisarki. Istniało nawet jakieś forum, gdzie grupa oczytanych fanek tłumaczyła dla siebie kolejne rozdziały Północy i Południa. Dopiero parę lat temu przetłumaczono jej powieści i teraz sprzedają się razem z powieściami Austen. A miniserial BBC Północ i Południe jest po prostu cudowny.

 

Obiad u Normana Daviesa

Wygrałem główną nagrodę w konkursie historycznym
jaką był proszony obiad u Normana Daviesa
O umówionej godzinie stawiłem się u drzwi rezydencji kołacząc kołatką w kształcie lwa
gestem zaprosił mnie do środka i bez słowa przeszliśmy do jego biblioteki
urządzonej gustowanie, w starym stylu
pewnie chwalił się tak przed wszystkimi gośćmi
było tam dużo książek, opasłych grubych tomów oprawionych w jagnięcą skórę
i drewniane półki, w powietrzu unosił się charakterystyczny zapach niczym kurz historii opadły na polu bitwy wiele wieków temu
Zapytałem czy coś mi może polecić, nie odpowiedział
na to jego dziwne milczenie odparłem, że ja mogę mu polecić Pawła Jasienicę
Kamerdyner zadzwonił małym dzwoneczkiem wzywając do pokoju jadalnego
udaliśmy się tam w zupełnej ciszy
i chociaż nie pamiętam, żebym coś jadł
to stół uginał się od półmisków z przepiórkami i dziczyzną
a na biały obrus kapał wosk ze srebrnego lichtarza
Zacząłem się zastanawiać, czy go czym nie uraziłem, że zbywa mnie nie odezwawszy się, odkąd przekroczyłem próg tego domostwa
a chcąc mu się przypodobać powiedziałem, że uważam go za jednego z trzech najlepszych historyków, którymi są w kolejności:
Paweł Jasienica
Aleksander Krawczuk
Norman Davies
Na to poruszył się, na jego twarzy wyrosła zdziwiona mina zaniepokojenia
– A kompot gdzie? – zwrócił się do służących układających naczynia na stole
– Bo kompot zawsze był – spojrzał na mnie z intensywnością tak wielką i przenikliwością tak zajadłą
a przez jego oczy przemówiły wszystkie Zaginione Królestwa
Wtedy zrozumiałem, że powinienem wymienić go na początku listy
Taki to był obiad u Normana Daviesa

*Inspiracją był sen, który opowiedział mi mój ukochany Mąż. Mam nadzieję, że spodoba mu się to co stworzyłam na podstawie jego sennych fantazmatów.  Dodam, że Zaginione Królestwa to książka autorstwa Normana Daviesa

List od Sokratesa

Po upalnej sierpniowej nocy pościel w łóżku były zmięta w kulkę
Chłodziłam rozgrzane ciało w porannej rześkiej bryzie
Leżąc na balkonowym leżaku
Czy wy też mieliście tak gorące lato w Atenach, Sokratesie?
Kiedy powietrze faluje nad rozgrzaną ulicą
A nieprzyzwoite myśli topią kostki lodu?
Nagle pukanie do drzwi
To listonosz
Klejącą się od potu ręką wyjmuje list z torby
Wysłany z Grecji
Data nadania rok 399 przed naszą erą
Witaj ma piękności!
Otulam twą spragnioną skórę chłodnym płaszczem rozumu
Mieliśmy w Atenach sierpień tak gorący
Że płonęła świątynia Hefajstosa
Roztopiły się posągi Ateny na Agorze
A rzemyki sandałów parzyły stopy
Wino trzeba było chłodzić w głębokich glinianych piwnicach
W zaciszu świętego gaju daimonion sączył nam do uszu myśli tak ogniste
Że nie zdecydowaliśmy się przekazać ich potomności.
Podczas bezsennych nocy rozbieraliśmy młodych chłopców
By podziwiać piękne kształty ich ciał
Na nagich torsach kreśliliśmy zygzaki z oliwy
W rozpalonych źrenicach szukając roztropności arete
Urządzaliśmy orgie o jakich się nie śniło waszym w apartamentach Watykanu
O własnych siłach wychodziłem z nich ostatni na świeże powietrze poranka
P.S. Czy aby na pewno chciałaś mnie zapytać o pogodę w Atenach?

* Luźne myśli po przeczytaniu rozdziału dotyczącego Sokratesa. Historia Filozofii Starożytnej Tom I, autor Giovanni Reale. Uważam za bardzo dobry podręcznik do filozofii starożytnej. Na mojej półce obowiązkowa lektura.

Lody z prezydentem Dudą

Poszłam do osiedlowego sklepiku po swoje ulubione lody Ben &  Jerry’s za 24,99 zł
Kolejka do kasy była długa
Przed sklepem zaczepił mnie nie kto inny jak prezydent Andrzej Duda.
Powiedział, że robił tu wcześniej zakupy i widział jak kupuję Ben & Jerry’s
Jakiś czas temu oglądał na dvd Ciemniejszą stronę Greya i od tego czasu zawsze chciał spróbować tych lodów.
Zapytał czy nie dam mu trochę
Miał już przygotowaną łyżeczkę i mały plastikowy kubeczek
Zaproponował, żeby zjeść w parku na spółkę
– Ależ panie prezydencie, stać chyba pana na lody? – nie wiedziałam jak inaczej zareagować
Lody z każdą chwilą topiły się w siatce
Czułam, że to moje być albo nie być
Odpowiedział, że jest bankrutem, cała Polska jest bankrutem, a w kasie ZUS nie ma ani grosza.
Żyje tylko dzięki extra pensji, którą jakiś czas temu wygrał w totka, ale musi z niej opłacać pracowników BOR paliwo do rządowej limuzyny i miesięcznice smoleńskie. Jak żyć?
Zrobiło mi się go żal
Poszliśmy do tego parku i na ławce zjedliśmy lody na spółę
Wyjadał z kubeczka jakby był bardzo głodny, trochę to było niehigieniczne ale co tam, rodak w potrzebie
Opowiedział, jak zaczepia dziewczyny na Twitterze i czy lubię waniliowe związki
Wpadłam w powagę i rozmyślałam przez chwilę nad losem ojczyzny niczym Mickiewicz na paryskim bruku
Po czym powiedziałam, że przeczytałam ostatnio biografię wielkiego patrioty Tadeusza Kościuszki
Żeby trochę rozmowę poprowadzić na właściwe tory
Kiedy już oblizał łyżeczkę, odpowiedział mi:
– To może następnym razem umówimy się na kopiec kreta?
Podziękowałam i poszłam sobie, dając mu jeszcze namiary na moje konto na Twitterze, gdyż nalegał na to bardzo
I tak miałam wrażenie, że zjadł większą połowę
Takie to było spotkanie z panem prezydentem Andrzejem Dudą

* Zainspirowałam mnie plotka jakoby Andrzej Duda miał czekać pod telewizją na aktorów z filmu Młode Wilki aby z nimi porozmawiać i wyrazić, że jest fanem tego filmu.

Konwent z pisarzem SF – Pyrkon 2017

Założyłam bluzkę w kolorze brudnego różu
włożyłam do torby książki ulubionego autora SF
i wybrałam się na konwent fantastyki
na miejscu zaczepił mnie Peter Watts
miał na sobie oryginalną koszulkę i poczochrane włosy
patrzył na mnie bez przekonania
– O, cześć, właśnie idę na spotkanie z tobą, podpiszesz mi książki?
– Nie teraz. Mózgoser obliczył, że jesteś moją najwierniejszą fanką
– No ba..
– Ale szczerze w to wątpię, jak ty wyglądasz? Pokręcił głową patrząc na różową bluzkę
– Kupiłam specjalnie na dzisiejszy dzień
– Musimy coś z tym zrobić
– Ale przecież za chwilę zaczynasz wystąpienie
–  Nie pękaj mała, kot się wszystkim zajął
Włożyłam głowę do wypełnionej po brzegi sali. Kot skakał po biurku, mówił ludzkim głosem i pokazywał slajdy prezentacji w Irfanview. Ludzie byli zachwyceni
– Wow, gadający kot..
Ale szarpnął mnie tylko za rękę.
Poszliśmy na stoiska wystawców, gdzie wybrał czarny tshrit z dziwnym statkiem kosmicznym i kazał mi się przebrać
potem strzelaliśmy do wężydeł.  Ustrzelił trzy najbardziej tłuste i wygrał dla mnie białego pluszowego misia
jak słodko
zjedliśmy obiad
ja skromną papkę z cyklera, a on pizzę i tylko się uśmiechał
robiliśmy sobie zdjęcia z cosplayami, kolejno:
Kosmicznym Nazistą
Kucającymi Slavami
Jezusem Chrystusem
i Pedo Misiem
było naprawdę fajnie i nieźle się ubawiliśmy
potem poszliśmy na blok gier i Peter grał w Crysis
a ja testowałam nową grę o malarzu z depresją
leżeliśmy na trawie i piliśmy piwo
– Pokazać ci fajną bliznę na nodze? –  zapytał od niechcenia
ale nie chciałam jej widzieć
– Popatrz, te chmury wyglądają jakby żyły – wskazałam niebo
– Nie słyszałem większej bzdury – odpowiedział
– Słuchaj, muszę wracać, kot już kończy i zaraz będą oklaski, a tego bym nie przepuścił
– Podpisz mi tylko książki, cholera, musiałam je gdzieś zostawić!
– Nie pękaj mała,  daj rękę
podpisał mi się na ręce, od nadgarstka aż po łokieć i zdążył na oklaski, gdzie kłaniał się nisko, a fani bili brawo jak szaleni
zostałam w dziwnej czarnej koszulce ze statkiem kosmicznym, bez książek, za to z pluszowym misiem
na środku wioski postapokaliptycznej, gdzieś pomiędzy Star Trekiem a Sailor Moon
podpis na ręce brzmiał: „Było miło, ale jesteś trochę drętwa. Peter Watts”
pisak wodoodporny nie zmył się ze skóry przez tydzień
taki to był konwent z Peterem Wattsem

* Peter Watts – pisarz bardzo znany i lubiany (przynajmniej przeze mnie). Mam wszystkie jego książki.  Jak również na bieżąco przeczytane to co publikuje za darmo w sieci i na blogu. Także nie będę się rozpisywać, tylko tyle, że bardzo go kocham 🙂

*  Pyrkon – festiwal fantastyki co roku w Poznaniu. Trzy dni  szczęścia,  na które czeka się cały rok:)

Pyrkon 2017 zapamiętam na długo, a to dlatego, że odwiedził go mój ukochany pisarz Peter Watts. Pierwszy raz mi się zdarzyło, że zabrałam jakieś książki do podpisu i stałam w długim ogonku. Oczywiście nie zdążyłam, tyle było chętnych. Ale wiadomo, że Peter Watts jest spoko gościem i oznajmił, że pojawi się jeszcze wieczorkiem aby podpisać resztę książek. Poszłam o dziewiątej, akurat ludzie leżeli na podłodze i oglądali Maskaradę, więc ostrożnie przeszłam aby nikogo nie nadepnąć. Podpisał mi wszystkie książki, opłacało się nosić je ze sobą cały dzień.

Kiedyś była taka pyrkonowa ankieta z pytaniami, kogo chcielibyście zobaczyć i ja zawsze pisałam, żeby zaprosili Petera Wattsa i teraz już sama nie wiem, czy go zaprosili, bo tak napisałam w ankiecie? Ale nie jestem aż takim naiwniakiem, żeby myśleć, że świat się kręci wokół mnie.

Jak podręcznikowy przykład psychofana, byłam na wszystkich jego prelekcjach i na panelach. Jest człowiekiem oczytanym, konkretnym, z wyobraźnią. Zresztą każdy kto czyta jego bloga wie, jak duża bije z artykułów energia i chęć zdobywania wiedzy.  Nie przynudzał i co najważniejsze, miał ze sobą fajne prezentacje, które urozmaicały przemowę. Duże poczucie humoru, naprawdę fajnie było go spotkać na żywo.

To jest ciekawe doświadczenie, spotkać pisarza którego cenisz, przekonać się jaki jest naprawdę. Takie skracanie dystansu nie było możliwe wcześniej. A teraz otworzysz Toutube, zobaczysz filmiki, poczytasz co pisze na blogu i jeszcze pogadasz z nim na konwencie.  Myślę, że literatura dzięki nowym mediom zyskała inny wymiar. W ogóle pisarze zyskali inny wymiar. Stali się bardziej dostępni.

I jeszcze na koniec anegdotka, jak w ogóle zapoznałam się z twórczością Petera Wattsa. Z fantastyki czytałam tylko piknik na skraju drogi. W ogóle jestem raczej koneserem klasyki literatury. I kiedyś byłam w Empiku i na półce zobaczyłam okładkę Behemota. Mówię sobie łał, jaka fajna okładka, to na pewno będzie o miłości. A okazało się, że to trzytomowe dzieło o ryfterach, postapokalipsie i głębinach i śmiertelnym wirusie. Także nie ocenia się książki po okładce. Ale je się oczami.

Pięcio i półminutowy korytarz

Odsunąłem szafę w sypialni, żeby pomalować ścianę.
Za szafą znalazłem długi i chłodny korytarz.
wziąłem latarkę i poszedłem tym korytarzem
po chwili wyszedłem w sklepie spożywczym zaraz za półką z płatkami śniadaniowymi
niezły skrót
odtąd korzystałem z wygodnej drogi robienia zakupów
minęło kilka miesięcy
pewnego wieczoru wybrałem się znowu
znanym mi korytarzem do sklepu po czteropak piwa
miałem pecha
było już późno i włączył się nocny alarm
przyjechała policja
od razu mnie otoczyli
rzucili na ziemię i skuli
warto było za czteropak piwa?
zgnijesz teraz w sztumie
wyjaśniłem, że chciałem zapłacić i nie jestem złodziejem
w końcu pękłem i przyznałem się do korytarza za szafą,
który łączy moją sypialnię ze sklepem.
wiedziałem jak dziwne to wytłumaczenie
wtedy jeden z nich wyjął mapę, rozłożył ją na zimnej masce radiowozu
dał mi ekierkę i ołówek i kazał narysować położenie korytarza
w mieście pełno jest takich korytarzy
wykorzystujemy je często
ale nie możesz nikomu o tym powiedzieć, to ściśle tajne
kazali zapłacić mi za piwo i wypuścili
odtąd codziennie sprzątam całe mieszkanie, nigdy nie wiem czy ktoś nie wpadnie skorzystać z korytarza.
czasem jest to policja, czasem inne służby.
Kiedyś w mojej sypialni przebierali się przed akcją agenci ABW , zanim weszli do korytarza.
A ja w tym czasie leżałem pod kołdrą

*Inspiracją jest książka Dom z liści Marka Z. Danielewskiego. Nie da się o niej tak szybko zapomnieć. Właśnie sobie uświadomiłam, że to literatura grozy. Nie czytałam nigdy horrorów, oprócz zombie.  Zawsze planuję przeczytanie Lovecrafta, może kiedyś do tego dojdzie. Co do Domu z liści to jest to literatura geometryczna, czyli odbywa się również  na płaszczyźnie przybierając różne kształty,  poprzez odpowiednie ułożenie tekstu. Danielewski w jednym z wywiadów mówił jakie miał duże problemy, bo zwykły word się nie wyrabiał, przez co nie mógł uzyskać oczekiwanego efektu w pracy na treścią.  Korzystał z profesjonalnego programu jakie się wykorzystuje do składania gazet w redakcjach. Książka bardzo pobudzająca wyobraźnię ale i umiejętności manualne. Np. po przeczytaniu zachciało mi się scrapbookingu, nożyczek, wypisywania cytatów, wycinania różnych rzeczy, zbierania kamyczków itp.

Utracona szansa

Rąbałem drewno za domem kiedy podeszła do mnie piękna dziewczyna
– Kim jesteś i skąd się tutaj wzięłaś? Nie odpowiedziała na żadne z tych pytań
– Czy Pan Ferdynand Magellan? Zapytała zamiast tego
– Chyba żartujesz. To nie XVI wiek. Magellan już dawno nie żyje. Coś ci się pomyliło.
– Jesteś pewien? Przeszyła mnie bystrym, niebieskim spojrzeniem i odeszła.
Nigdy więcej jej nie widziałem.
Potem zerwał się wiatr.
Zrozumiałem, że mógłbym z tych desek zbudować tratwę, postawić żagiel.
Wyrąbać drogę w falach oceanu.
Zostać kapitanem generalnym wielkiej wyprawy i zapisać się w historii świata.
Zamiast tego wciąż rąbałem drewno.
Niebo zaciągnęło się chmurami, zaczął padać deszcz.
Zrezygnowałem jak zawsze.
Oparłem siekierę o ścianę stodoły.
Poszedłem do domu zrobić sobie herbaty.
Rozpętała się burza, prawdziwe piekło.
Zabrakło mi odwagi, żeby gdziekolwiek wypłynąć w taką pogodę.
Chyba tylko przed telewizor.
Zawsze jest wymówka.
To przenikliwe niebieskie spojrzenie wyczekiwania.
Mógłbym zostać odkrywcą. Chwila, w której zadecyduję, czy jestem gotowy czy odpuszczę.
Kiedy zamienię „mógłbym zostać” na „zostałem”.
Gdyby tylko drugi raz pojawiła się w okolicy ta piękna dziewczyna
Wiedziałbym już co jej odpowiedzieć.
Ale nie otrzymałem kolejnej szansy.

*Ferdynand Magellan – wielki odkrywca, ale również awanturnik i megaloman. Inspiracją była książka „Poza krawędź świata”. Spodziewałam się przeciętnej biografii, a otrzymałam świetną lekcję historii, zapierającą dech opowieść o niezwykłej przygodzie, która zmieniła losy świata. Historia wielkich odkryć geograficznych wciąż jeszcze niedoceniana, za mało o niej piszą i uczą. A szkoda.  Wyczyn opłynięcia dookoła świata był w ocenie niektórych uczonych i znawców tematyki wydarzeniem ważniejszym niż odkrycie Ameryki. Magellan świadomie, wytyczył kurs. Wiedział gdzie płynie i jaki ma cel – przedostać się na wielkie morze przez cieśninę i dalej płynąć cały czas na zachód dopłynąć do Wysp Korzennych. „Płynąć do zachód dopłynął na wschód”, tym samym okrążył ziemię.  Świetna książka, trzymając w napięciu do ostatniej chwili, polecam! Kiedy tak myślę, to jest to tak niesamowite, że aż nie chce się wierzyć, że to się naprawdę wydarzyło.